surf - snow - skate - wake



Nie da się ukryć, że zimą zdecydowanie chętniej wybieram snowboard. Jednak po zeszłym rekordowo krótkim sezonie na śniegu zrozumiałem, że skoro z roku na rok ubywa mi okazji do jeżdżenia po zmrożonej fali, to powinienem więcej korzystać z tej bałtyckiej. Tym razem postanowiłem spróbować nie kończyć sezonu na wodzie.



To brzmi trochę jak postanowienie noworoczne, których zazwyczaj nie robię. Zamiast zakończyć sezon surfingowy wraz z rozpoczęciem zimy, zdecydowałem się na kontynuowanie go w najzimniejszych miesiącach roku. Sam jestem ciekaw co z tego wyniknie, bo dotychczas ceniłem sobie ten sportowy "płodozmian", podążający za naturalnym rytmem zmian pór roku. Dzięki temu utrzymywałem zdrowy poziom zajawki na wszystkie deski, bez poczucia czasowego przesytu którąkolwiek z nich. Nieraz pisałem tu, że gdy temperatury spadają poniżej pewnej wartości, to z radością przesiadam się z wody na śnieg lub ewentualnie beton. Nie odwołuję tego, ale gdy zapowiada się kolejna bezśnieżna zima w okolicy, to nie pozostaje mi nic innego, jak zaopatrzenie się w grubszą piankę. Przebieranie po pływaniu w niekorzystnych warunkach atmosferycznych nadal znacznie wykracza poza granice mojej strefy komfortu, ale mam już na tyle ciepłe ponczo, że na razie daję radę.  

Pożyjemy, pomarzniemy, zobaczymy a tymczasem zapraszam do oglądania czwartego odcinka mojego mikro vloga z sesji na falach w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia.

Zamaj


Surfing na Bałtyku w Boże Narodzenie - #jestęsurferę vlog 04



Nie da się ukryć, że zimą zdecydowanie chętniej wybieram snowboard. Jednak po zeszłym rekordowo krótkim sezonie na śniegu zrozumiałem, że skoro z roku na rok ubywa mi okazji do jeżdżenia po zmrożonej fali, to powinienem więcej korzystać z tej bałtyckiej. Tym razem postanowiłem spróbować nie kończyć sezonu na wodzie.



To brzmi trochę jak postanowienie noworoczne, których zazwyczaj nie robię. Zamiast zakończyć sezon surfingowy wraz z rozpoczęciem zimy, zdecydowałem się na kontynuowanie go w najzimniejszych miesiącach roku. Sam jestem ciekaw co z tego wyniknie, bo dotychczas ceniłem sobie ten sportowy "płodozmian", podążający za naturalnym rytmem zmian pór roku. Dzięki temu utrzymywałem zdrowy poziom zajawki na wszystkie deski, bez poczucia czasowego przesytu którąkolwiek z nich. Nieraz pisałem tu, że gdy temperatury spadają poniżej pewnej wartości, to z radością przesiadam się z wody na śnieg lub ewentualnie beton. Nie odwołuję tego, ale gdy zapowiada się kolejna bezśnieżna zima w okolicy, to nie pozostaje mi nic innego, jak zaopatrzenie się w grubszą piankę. Przebieranie po pływaniu w niekorzystnych warunkach atmosferycznych nadal znacznie wykracza poza granice mojej strefy komfortu, ale mam już na tyle ciepłe ponczo, że na razie daję radę.  

Pożyjemy, pomarzniemy, zobaczymy a tymczasem zapraszam do oglądania czwartego odcinka mojego mikro vloga z sesji na falach w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia.

Zamaj


2 komentarze:

  1. Tomaszu!
    Podoba mi się, że elestycznie traktujesz pory roku, tak, jak elastycznie zachowuje sie klimat.
    Pozdrawiam
    i zazzdroszczę
    Artur J.

    OdpowiedzUsuń