Boardsportowy Blog Lifestyleowy

surf - snow - skate - wake

Podobnie jak w przypadku SUPów czy snowboardów wielu znajomych planujących zakup wakeboardu pyta mnie o radę. Pływam na desce już ładnych parę lat, kilka zestawów sprzętu już "zajeździłem". Może nie jestem w 100% na bieżąco ze wszystkimi nowinkami technicznymi, ale potrafię wyjaśnić na co warto zwrócić uwagę, wybierając swój pierwszy wakeboard. Paru osobom pomogłem w podjęciu świadomej decyzji zakupowej, więc może i Tobie to ułatwię pisząc ten tekst.


Na co zwrócić uwagę?

Przede wszystkim zalecam unikanie dwóch skrajności. Pierwsza z nich to kupowanie czegokolwiek, byle tanio, bo na początek to bez różnicy. Bzdura! Druga to skupianie się na fajerwerkach technologicznych z najwyższej półki, bo będzie łatwiej. Pół prawda! Chciałbym, żeby ten tekst pomógł Ci w podjęciu racjonalnej decyzji, po odpowiedzeniu sobie na kilka podstawowych pytań: 

  • gdzie i w jaki sposób zamierzam pływać na wakeboardzie?
  • ile ważę?
  • jaka długość deski będzie dla mnie optymalna?
  • co to jest flex i rocker w desce do wakeboardu?
  • jakie wiązania/buty wakeboardowe wybrać?



Wakepark, czy motorówka?

Zastanów się gdzie najczęściej będziesz pływać na wakeboardzie? Jakie możliwości masz w pobliżu miejsca zamieszkania? Czy jest to najeżony przeszkodami wakepark na dużym wyciągu, czy może małe jeziorko w krótkim dwusłupowym kablem i jednym kickerem? A może masz dostęp do porządnej łodzi motorowej i mieszkasz niedaleko sporego akwenu? W zimie dużo skaczesz na snowboardzie i szukasz na wodzie głównie przeszkód, jakby żywcem wyciągniętych ze snowparku? Albo mieszkasz z dala od morza a marzą Ci się loty jak na kiteboardzie? To wszystko ma wpływ na to jakie parametry sprzętu należy uznać za kluczowe. 

Rozmiar deski wakeboardowej

Podobnie jak w przypadku snowboardów czy desek surfingowych, długość wakeboardu dobiera się stosownie do wagi osoby pływającej. Na zbyt krótkiej desce będzie brakować Ci wyporności, potrzebnej do nabierania prędkości i do utrzymania się na wodzie. Zbyt długi wakeboard będzie utrudniał manewrowanie i sprawi, że nie będziesz mieć nad nim kontroli. Dlatego wybierając deskę warto sprawdzić przedział wagowy podany prze producenta. Poniżej znajdują się szacunkowe i bardzo orientacyjne przedziały wagowe. Mogą różnić się w zależności od konstrukcji konkretnego modelu i jego przeznaczenia. 

waga ridera w kg

długość deski w cm

< 40

< 130

40 - 60

130 - 135

60 - 75

135 - 140

75 - 90

140 - 150

90+

> 140


Deski do wakeparku zazwyczaj będą kilka cm dłuższe, niż te przeznaczone do pływania za motorówką. Wynika to głównie z różnicy rozwijanych prędkości. Na kablu śmigamy relatywnie wolniej i wybijamy się z płaskiej wody lub specjalnych przeszkód, zaś za łodzią osiągamy zwykle wieszą prędkość i skaczemy ze stosunkowo stromego, krótkiego kilwateru. W pierwszym przypadku przyda się nam trochę powierzchni głównie na tipach, czyli "dziobie" i "rufie", która da lepszego popa w górę oraz stabilność na przeszkodach. W drugim ważniejsza będzie długość efektywnej krawędzi między wiązaniami i raczej krótsze tipy, które ułatwią wyjście z fali kilwateru. Niebagatelne znaczenie ma tu też szerokość deski. Węższa będzie bardziej "żwawa", a na szerszej stabilniej pokonasz przeszkody w wakeparku.



Sztywność deski czyli tzw flex

Flex, czyli skłonność deski do uginania się pod ciężarem również będzie istotnie różnił się w zależności od zastosowania sprzętu. Blaty do wakeparku zazwyczaj są bardziej miękkie niż te do śmigania za motorówką, choć nie zawsze musi to być regułą. Producenci prześcigają się w wymyślaniu patentów łączących najbardziej porządane cechy z "obu światów", tworząc bardzo uniwersalne konstrukcje. Na przeszkodach wykonuje się wiele tricków na maksymalnie wygiętej desce. Sztywna raszpla zwyczajnie się do tego nie nada. Ponadto większy flex mocno zmiękcza lądowania na płaską wodę i oszczędza nasze kolana. Z kolei sztywniejszy wakeboard będzie się zachowywał bardziej stabilnie przy większych prędkościach a także lepiej oddawał energię podczas wybicia z krawędzi. Bywa, że stopień ugięcia jest różny w poszczególnych odcinkach deski, żeby maksymalizować efektywność sprzętu w zależności od oczekiwań i stylu jazdy.


Radius czyli rocker

Kiedy położymy wakeboard na płaskim podłożu zauważymy, że nigdy nie jest on zupełnie płaski. Przód i tył unoszą się tworząc wraz ze środkiem deski rodzaj łuku. W zależności od zastosowania i oczekiwań wakeboardy mogą być bardziej płaskie lub bardziej wygięte. W kombinacji z ciągłą (continuous rocker) lub wielostopniową (np. 3 stage rocker) geometrią ugięcia oraz mniejszym lub większym flexem, uzyskuje się deski bardziej zwinne i skoczne lub chętniej wybaczające błędy i bardziej przewidywalne. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że miękka deska z dużym eliptycznym rockerem będzie łatwa w obsłudze i docenią ją zarówno początkujący, jak i miłośnicy slidów i pressów na przeszkodach. Z kolei twardszy 3 stopniowy rocker pozwoli na bardziej agresywne wybicia, które spodobają się przy bardziej zaawansowanych technicznie skokach zarównowno w wakeparku, jak i za motorówką. Sporo jednak zależy od umiejętności i indywidualnych upodobań.



Base czyli ślizg

W tym miejscu warto wspomnieć również o ślizgu, czyli spodniej części deski. Na rynku spotkać można modele zupełnie gładkie jak i z mniejszą lub większą ilością wcięć oraz przetłoczeń. Te ostatnie to tzw channel'e, które poprawiają stabilność deski w skręcie i przy wybiciu z krawędzi. Podczas pływania za motorówką najczęściej dodatkowo stosuje się również tzw finy, czyli stateczniki poprawiające precyzję i efektywność "ostrzenia" na krawędzi. Wakeboardy przeznaczone do katowania przeszkód w wakeparku wyposażone są w specjalne wzmocnienia (warstwa od spodu i krawędzie), wydłużające żywotność ślizgu, który musi być odporny na ścieranie i uderzenia. Tak więc jeśli oczekujesz dużo luzu na wodzie i ślizgów na przeszkodach jak po maśle, wybierz model z gładkim i "kuloodpornym" dnem. Zaś gdy jesteś przede wszystkim "lotnikiem", demonem prędkości i potrzebujesz więcej precyzji, zapewne zdecydujesz się na model z kilkoma channelami. Oczywiście nie zawsze musisz poświęcić jedno kosztem drugiego, bowiem nie brakuje modeli łączących w sobie wiele cech, pozwalających na bardziej bezkompromisową jazdę. Wszystko zależy od Twoich upodobań i zasobności portfela.


Wiązania do wakeboardu

Warto pamiętać, że stopień elastyczności wiązań powinien współgrać z powyżej opisanym flexem deski. Po szczegóły, podobnie jak w przypadku blatów, odsyłam za każdym razem do specyfikacji technicznej konkretnego produktu.

Zasadniczo rozróżniamy wiązania otwarte i zamknięte oraz jedno i dwuczęściowe. Najczęściej ten element wyposażenia wygląda jak wysoko sznurowane buty przykręcone do deski i w dużej mierze tak właśnie jest. 
Często spotykana w wypożyczalniach konstrukcja tzw. "open toe", przypomina buty snowboardowe z obciętymi noskami. Palce stóp choć w pełni podparte, wystają na zewnątrz, dzięki czemu kilka osób w zbliżonym zakresie rozmiarowym może korzystać z tych samych wiązań. Jest to dobre rozwiązanie dla początkujących lub użytkujących ten sam sprzęt z rodziną i przyjaciółmi. Jak każde "uniwersalne" rozwiązanie ma ono swoje wady. Objawiają się one głównie nienajlepszym trzymaniem stopy, co wraz z rozwojem umiejętności zaczyna wpływać negatywnie na precyzję wykonywanych ewolucji i bezpieczeństwo. 
Osoby nieco bardziej zaawansowane i chcące rozwijać swoje "skille" zazwyczaj decydują się na "zamknięte" buty. Bedą one dopasowane pod konkretny rozmiar i wyposażone w szereg patentów, umożliwiający prawidłową ruchomość stawu skokowego, przy zachowaniu maksymalnego wsparcia i precyzyjnego przenoszenia nacisku na odpowiednie strefy deski. Tego typu wiązania mogą mieć zintegrowany lub wyjmowany but wewnętrzny, tak jak np w butach narciarskich lub snowboardowych. Pozwala to uzyskać jeszcze większe wsparcie dla stawów skokowych i kolan a także dodatkowo zabezpiecza stopy po wyjęciu z buta, ponieważ pozostaną "ubrane" w tę wewnętrzną część podczas wychodzenia z wody i poruszania się po brzegu.
Kolejnym krokiem w kierunku maksymalizacji komfortu i zabezpieczenia kończyn przed urazami jest konstrukcja składająca się z wiązania, do którego wpina się but przy pomocy specjalnych pasków, zupełnie jak na snowboardzie. Krótko mówiąc, dla każdego coś miłego w zależności od oczekiwań i zasobności portfela. 


Budżet 

Nie ma co ukrywać, że systematycznie uprawianie wakeboardingu swoje kosztuje. Poza skompletowaniem odpowiedniego sprzęty pływającego trzeba się też zaopatrzyć w kamizelkę asekuracyjną, odpowiedni kask i najczęściej również neoprenową piankę, jak do surfingu. Ponadto karnety na wyciągi również nie należą do najtańszych. Zaś sesje za motorówką to już zazwyczaj przysłowiowe "miliony monet". Dlatego na początek polecam korzystanie z usług wypożyczalni, gdzie wyposażenie w sprzęt pływający i ochronny dostępne jest za niewielką dopłatą do kosztu przejazdu lub czasami może być nawet wliczone w cenę. Jeśli jednak zdecydujesz się na zakup własnego sprzętu, pamiętaj że wydatek ten rozłoży się na kilka długich sezonów użytkowania. Możesz także poszukać ofert z drugiej ręki, ale zalecam tu daleko posuniętą ostrożność. Osobiście przy zakupie sprzętu sportowego, podobnie jak samochodu, zazwyczaj wyznają zasadę, że chcąc kupić deskę dobrą i tanią,  najprawdopodobniej trzeba będzie nabyć dwie ;) 




Nie chcę się więcej rozpisywać, bo zrobią to za mnie lepiej spece od marketingu, pracujący dla producentów sprzętu. Sporo też zależy od indywidualnych upodobań. Dlatego skupiłem się tylko na zasygnalizowaniu najważniejszych punktów i na początek zalecam wypróbowanie kilku różnych modeli dostępnych w wypożyczalni pobliskiego wakeparku lub najlepiej na specjalistycznych "objazdowych" testach, organizowanych zazwyczaj na początku sezonu przez polskich dystrybutorów sprzętu wakeboardowego. 


Jeśli masz pytania odezwij się do mnie na Facebooku lub Instagramie. Postaram się pomóc zgodnie z moją najlepiej pojętą wiedzą i doświadczeniem. Jak czegoś nie będę wiedział, to odeślę Cię do kogoś mądrzejszego ;)


Do zobaczenia na wodzie!


Zamaj

Jaki wakeboard wybrać na początek?

 snowpark Łysa Góra w Sopocie

Chyba nie każdy zdaje sobie sprawę, że nieopodal Trójmiasta znajduje się aż 7 niewielkich ośrodków narciarskich. Jeden z nich jest w Sopocie a reszta na Kaszubach. Każda z tych "górek" dysponuje conajmniej jednym wyciągiem orczykowym, oświetleniem, systemem sztucznego naśnieżania oraz ratrakiem. Znajdą się nawet ze 3 małe snowparki. 


Określenie Szwajcaria Kaszubska nie wzięło się znikąd, ale z racji dość niewielkiej różnicy wzniesień, te mini ośrodki stanowią oczywiście namiastkę prawdziwych gór. Niemniej jednak są znakomitym miejscem do stawiania pierwszych kroków na drodze do białego szaleństwa oraz utrzymywania formy pomiędzy wyjazdami na południe kraju lub gdzieś za granicę. Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, zwłaszcza gdy od najbliższych ośrodków narciarskich dzieli nas, ludzi z Pomorza, około 700 km. 


Snowpark na Łysej Górze w Sopocie


Zimy nad morzem są krótkie i łagodne, ale sezon na śniegu może trwać znacznie dłużej niż utrzymuje się naturalna pokrywa śnieżna za oknem. Dlaczego? Już wyjaśniam. Największą zaletą niewielkich kaszubskich stoków jest fakt, że wystarczy zaledwie kilka dni mrozu, by naśnieżyć je na tyle, by dobre warunki utrzymały się czasem nawet do wczesnej wiosny. Odpowiednio gruba pokrywa, powstała ze śniegu wytworzonego przez armatki, zmieszanego z naturalnym i regularnie ratrakowanego, nawet w mniej sprzyjających temperaturach, topi się bardzo wolno.  Kluczowa sprawa to ten mróz na początek a z nim niestety bywa różnie. Tak więc jeśli wybierasz się do Trójmiasta zimą, to na wszelki wypadek przed wyjazdem sprawdź kilka poniższych adresów stron internetowych, bo może się okazać, że poza jodem zażyjesz też białego szaleństwa.


tailgrab na snwboardzie


Wieżyca Koszałkowo - największy i najpopularniejszy ośrodek w regionie, znajduje się około 50 km od Trójmiasta, oferuje 6 wyciągów narciarskich, sztuczne naśnieżanieoświetleniewypożyczalnię sprzętu i szkolenia narciarskie oraz snowboardowe a także spore zaplecze gastronomiczne, noclegi i kilka dodatkowych atrakcji.


Wieżyca Kotlinka - ten malowniczo położony mini ośrodek znajduje się tuż obok Koszałkowa i posiada 2 wyciągi, sztuczne naśnieżanieoświetlenie, wypożyczalnię sprzętu i niewielkie zaplecze gastronomiczna oraz oferuje szkolenia z instruktorami. Czasem działa mały snowpark.


Paczoskowo - leży około 30 km od Trójmiasta, dysponuje jednym wyciągiem, sztucznym naśnieżaniem, oświetleniem, oferuje wypożyczalnię i szkolenia z instruktorami oraz mała gastronomię. Spośród naszych kaszubskich górek tę właśnie darzę szczególną sympatią.


Przywidz - słynie z najdłuższego stoku zjazdowego w regionie, znajduje się niespełna 40 km od Trójmiasta, oferuje dwa wyciągi, sztuczne naśnieżanie i oświetlenie, wypożyczalnię i szkołę narciarsko-snowboardową oraz zaplecze gastronomiczne i noclegowe. Przy dobrych warunkach działa tam mały snowpark.


Trzepowo - znajduje się niedaleko od Przywidza i dysponuje trzema wyciągami, systemem naśnieżania oraz oświetleniem, szkółką i wypożyczalnią z serwisem narciarskim a także małą gastronomią. Nie wiele wiem o tym miejscu, ponieważ jeszcze tam nie jeździłem.


Amalka - stacja narciarska najbardziej oddalona od Trójmiasta (prawie 70 km, więc pewnie dlatego jeszcze nigdy tam nie byłem) zgodnie z informacją na stronie www, oferuje dwa wyciągi, jest oświetlona i sztucznie naśnieżana, ponadto posiada wypożyczalnię i szkółkę.


Łysa Góra - to już w prawdzie nie Kaszuby, ale za to znajduje się zaledwie kilka minut piechotą od centrum Sopotu a jej niewątpliwym atutem jest widok ze szczytu na Zatokę Gdańską. Całkiem szeroki stoczek wyposażony jest w mały wyciąg, kilka armatek śnieżnych, oświetlenie, szkółkę z wypożyczalnią oraz restaurację. W sprzyjających warunkach działa tam również snowpark, który widać na filmie. Niestety mikroklimat tego miejsca sprawia, że stosunkowo krótko utrzymuje się tam śnieg.


tailpress na snowboardzie

Ciekawe czy duża popularność sportów zimowych w Trójmieście i okolicach jest wynikiem czy przyczyną istnienia tych mini ośrodków? A Ty jak sądzisz? 


Zamaj


Zimowa Korona Kaszub, czyli stacje narciarskie wokół Trójmiasta

serwisowanie deski snowboardowej

Nie posmarujesz nie pojedziesz - ta stara prawda ludowa jest bardzo aktualna do dziś i nie tylko na śniegu. Niewiele jest gorszych momentów na stoku niż ten, w którym orientujesz się, że deska zwalnia przy każdym skręcie, ślizga się na lodzie lub po prostu klei się do niej śnieg i sprzęt zwyczajnie nie jedzie. W skrajnym przypadku może się to skończyć niezłą kraksą, spowodowaną przez tzw. "niedolot" na skoczni albo niekontrolowany poślizg na lodzie. Żeby tego uniknąć warto regularnie dbać o stan ślizgu i krawędzi swojej deski snowboardowej.


Przede wszystkim zachęcam do oddawania przynajmniej raz czy dwa razy na sezon swojego sprzętu w ręce specjalistów w profesjonalnych serwisach narciarskich i snowboardowych. Trochę to kosztuje, ale warto czasem poddać deskę fachowemu tuningowi, zwłaszcza jeśli brakuje nam doświadczenia, czasu i odpowiednich narzędzi. Niemniej jednak nie zawsze mamy możliwość lub środki by skorzystać z usług ski serwisu. Poza tym myślę, że dobrze jest wiedzieć na czym taki zabieg polega i umieć go wykonać we własnym zakresie, bo nie jest to aż tak skomplikowane, jak mogłoby się wydawać. Warto tylko pamiętać by zabezpieczyć powierzchnię, na której będziemy pracować i zadbać o dobre wietrzenie, bo to jest zwyczajnie brudna i intensywnie pachnąca robota.


woskowanie snowboardu


Niezbędne akcesoria


Po pierwsze potrzebujemy odpowiedneigo smaru. Mówię o takim wosku w kostce, który rozsmarowuje się po powierzchni ślizgu na gorąco, przy pomocy żelazka. Na rynku dostępnych jest też wiele specyfików przystosowanych do aplikacji na zimno, ale traktowałbym je jako "ostatnie deski ratunku" w sytuacji kiedy nie mamy już absolutnie innego wyjścia. Lepiej posmarować tak niż wcale. Stosowanie wyłącznie takich "nawilżaczy" na dłuższą metę jest raczej niewskazane z uwagi na ich krótkotrwałą skuteczność i prawie zerową ochronę przed utlenianiem ślizgu. Takie coś, co przypomina suchy biały nalot wzdłuż krawędzi to właśnie jeden z pierwszych objawów tego zjawiska. Tak więc kupujemy smar w kostce, przeznaczony do zakresu temperatur i rodzaju śniegu na którym zamierzamy jeździć. Trochę innego smaru użyjemy na wiosennym mokrym i wolnym śniegu a zupełnie innego na zmrożonym "sztruksie" lub puchu w środku zimy. Na etykiecie znajdują się zawsze wszystkie niezbędne informacje dotyczące zastosowania danego wosku.


akcesoria do smarowania snowboardu topienie smaru żelazkiem

Po drugie przyda się jakieś żelazko z regulacją temperatury. Warto zakupić specjalistyczne do zastosowań narciarsko-snowboardowych, ale zwykłe do prasowania (tylko bez funkcji pary) też da radę, ale trzeba pamiętać, że potem nie będzie się już nadawało do ubrań.


Po trzecie cyklina. Przyda się zarówno do usuwania nadmiaru zbędnego smaru po całym zabiegu, jak i do oczyszczania z resztek starego wosku przed przystąpieniem do opisywanych tu czynności. Przyda się jeszcze kilka innych drobiazgów, o których będzie jeszcze mowa poniżej, ale te trzy pierwsze są moim zdaniem najistotniejsze. 


Oczyść ślizg


Można zaopatrzyć się w specjalistyczny płyn do czyszczenia ślizgów, ale nawet zwykły denaturat powinien dać sobie radę z usunięciem większości brudu, którego nie chcemy przecież "wtopić" w nasz ślizg. Resztę załatwimy cykliną. Można też zastosować specjalną miedzianą szczotkę, a to już nieco wyższy poziom wtajemniczenia dla prawdziwych nerdów. 


Smaruj na gorąco


Z rozgrzanym do około 120 stopni żelazkiem należy postępować ostrożnie i mam tu na myśli nie tylko ryzyko oparzenia (niektórzy nawet zalecają robocze rękawiczki), ale przede wszystkim realne niebezpieczeństwo uszkodzenia ślizgu w wyniku jego przegrzania. 


rozsmarowywanie wosku na ślizgu żelazkiem 

Gdy rozpuszczamy smar, przykładając kostkę do gorącej stopy żelazka, po której powinien on swobodnie ściekać na ślizg, warto zwrócić uwagę, czy to ustrojstwo nie zaczyna nam przypadkiem dymić. To by znaczyło, że temperatura jest zbyt wysoka i pod żadnym pozorem nie należy tak mocno rozgrzanego żelazka przykładać do deski. Jeśli wosk topi się spokojnie jak przy andrzejkowych wróżbach a jego kropelki i strużki pokrywają już w miarę regularnie całą powierzchnię ślizgu, można przystąpić do rozsmarowywania całego tego dobrodziejstwa przy pomocy żelazka. Wyczucie co do precyzyjnego dawkowania smaru przychodzi z czasem, więc na początku zazwyczaj daje się go trochę za dużo, ale to nie szkodzi, bo nadmiar i tak zostanie na koniec scyklinowany. Ruchy żelazka powinny być płynne, długie i zdecydowane. Podczas tego "prasowania" warto zastosować lekki nacisk, chociaż czasem sam ciężar narzędzia już robi robotę. Jeśli smar zostanie solidnie i równomiernie rozsmarowany po całej desce, to znaczy, że najważniejszą część mamy już za sobą. W trakcie pracy warto od czasu do czasu przyłożyć rękę do strony wiązań i sprawdzić czy deska się nie przegrzewa. Jeśli w jakimś miejscu zaczyna być bardzo ciepła to lepiej już omijać żelazkiem fragment ślizgu na tej samej wysokości, dopóki się nie ochłodzi.


Wycyklinuj i wyszczotkuj ślizg


Po zakończonym "woskowaniu", zanim przejdziemy do usuwania nadmiaru smaru, zostawmy deskę na boku do zupełnego wystygnięcia. Niektórzy zalecają cyklinowanie dopiero następnego dnia, ale sądzę, że w zależności od temperatury w pomieszczeniu powinno wystarczyć mniej więcej pół godziny. 


cyklinowanie deski szczotkowanie ślizgu

Przy użyciu plastikowej cykliny i nie szczędząc sił rękach ściągamy skrzętnie wszystko to, czego ślizg nie wchłonął. Po tym zabiegu powinniśmy ujrzeć gładką i pięknie "natłuszczoną" powierzchnię. Warto też usunąć nacieki ze smaru na krawędziach deski. Służy do tego nacięcie znajdujące się w jednym z rogów cykliny. Następnie, jeśli mamy specjalną szczotkę do polerowania, to szlifujemy nią ślizg aż do pełnego wygładzenia. Alternatywnie można do tego celu użyć np. flanelowej szmatki. Tak czy owak przyda się na czymś dobrze zablokować deskę, bo ten finalny już zabieg wykonuje się przy użyciu sporej siły. 


Co z ostrzeniem krawędzi?


Zauważyłem, że ten temat jest mocno kontrowersyjny, więc zostawiłem go na sam koniec. Wiele osób zupełnie nie zawraca sobie tym głowy a znam i takie, które z pełną premedytacja stępiają krawędzie pilnikiem bezpośrednio po zakupie. Ma to swoje uzasadnienie w przypadku, gdy zamierzamy naszej deski używać wyłącznie do katowania ulicznych rurek i murków niczym skejci na deskorolkach, ale mimo wszystko osobiście odradzam aż tak drastyczne metody "tuningowe".  

Ostrzenie jest trochę trudniejszym zabiegiem, wymagającym nieco wprawy i precyzji. Podobnie jak w przypadku smarowania, w pierwszej kolejności zalecam oddanie naszych krawędzi w ręce profesjonalistów, którzy zwykle zadadzą kilka kontrolnych pytać, żeby wiedzieć jak przygotować sprzęt do konkretnych zastosowań na stoku, w snowparku itd. Jeśli jednak masz ochotę zrobić to samemu, to zachęcam do czytania reszty tekstu.


ostrzałki
przykładowe ostrzałki


UWAGA! Przede wszystkim ostrzenie zawsze wykonuje się przed smarowaniem (nigdy na odwrót!), żeby nie zniweczyć efektów pracy nad ślizgiem.


ostrzenie krawędzi ostrzenie krawędzi

Do tego celu należy się zaopatrzyć w porządną ostrzałkę z regulacją kąta ostrzenia. Jeszcze lepiej jeśli ten przyrząd będzie nam umożliwiał ostrzenie krawędzi zarówno od boku jak i od dołu. W zależności od indywidualnych preferencji, krawędź boczną ostrzymy pod kątem między 88 a 89 stopni. Zaś dolną, od strony ślizgu możemy "podciąć"o około 0,5 stopnia. Taki układ pozwoli na dobre "wgryzanie się" na zmrożonym i twardym śniegu ale jednocześnie powinien nieco uchronić nas przed niekontrolowanym wcinaniem krawędzi na przeszkodach. Tzw. "złapanie krawędzi" to nic przyjemnego, o czym każdy snowboarder prędzej czy później przekona się w mniej lub bardziej bolesny sposób. To niestety nieuniknione.


Zanim jeszcze przystąpimy do samego ostrzenia warto usunąć z krawędzi zadziory i rdzę przy pomocy raszpli (pilnik o większych zębach niż zastosujemy przy docelowym tuningu krawędzi) lub specjalnego kamienia szlifierskiego. 


Docelowe ostrzenie wykonuje się możliwie długimi ruchami wzdłuż krawędzi, dociskając cały czas równomiernie pilnik do krawędzi deski. Jeśli pozwolimy by pilnik nam odskakiwał, albo zjeżdżał z krawędzi, to zamiast ją naostrzyć możemy ją jeszcze bardziej pokancerować. Może to też oznaczać, że krawędź nie została wystarczająco "potraktowana" raszplą, lub jest po prostu mocno uszkodzona. Wtedy warto rozważyć udanie się do specjalisty.


No dobra, a w którym miejscu krawędzi należy zakończyć ostrzenie? Oczywiście nie ostrzymy deski dookoła, tylko kończymy mniej więcej na wysokości punktów, gdzie deska efektywnie styka się ze śniegiem podczas jazdy. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Sporo zależy od indywidualnych preferencji. Jeśli na stoku z dużą prędkością wycinasz podkręcone carvingowe łuki, to pewnie wolisz krawędź zaostrzoną bardzo daleko, żeby deska nie "puściła" w najbardziej krytycznym momencie skrętu. Jeśli wolisz freestyle i tricki na przeszkodach, to przyda Ci się czasem nieco kontrolowanego ześlizgu, bez zbędnej "zacinki", o której wspominałem powyżej. Wtedy relatywnie najostrzejsza krawędź potrzebna głównie pod wiązaniami i pomiędzy nimi. Ja zwykle na górce mam w kieszeni kawałek drobnoziarnistego papieru ściernego i jeśli po naostrzeniu czuję, że krawędź chwyta mi za daleko, to delikatnie ją zatępiam. W dobie dostępności najróżniejszych profili desek, tych wszystkich rockerów, camberów i hybryd, warto porozmawiać z obeznanym serwisantem, lub poświęcić trochę czasu i uwagi by samemu nabrać doświadczenia. Wybór należy do Ciebie.


zjazd na snowboardzie w głębokim śniegu

To co? Deska gotowa - możemy iść na stok! 


Zamaj

Jak nasmarować i naostrzyć snowboard, żeby go nie zepsuć?



Nie da się ukryć, że zimą zdecydowanie chętniej wybieram snowboard. Jednak po zeszłym rekordowo krótkim sezonie na śniegu zrozumiałem, że skoro z roku na rok ubywa mi okazji do jeżdżenia po zmrożonej fali, to powinienem więcej korzystać z tej bałtyckiej. Tym razem postanowiłem spróbować nie kończyć sezonu na wodzie.



To brzmi trochę jak postanowienie noworoczne, których zazwyczaj nie robię. Zamiast zakończyć sezon surfingowy wraz z rozpoczęciem zimy, zdecydowałem się na kontynuowanie go w najzimniejszych miesiącach roku. Sam jestem ciekaw co z tego wyniknie, bo dotychczas ceniłem sobie ten sportowy "płodozmian", podążający za naturalnym rytmem zmian pór roku. Dzięki temu utrzymywałem zdrowy poziom zajawki na wszystkie deski, bez poczucia czasowego przesytu którąkolwiek z nich. Nieraz pisałem tu, że gdy temperatury spadają poniżej pewnej wartości, to z radością przesiadam się z wody na śnieg lub ewentualnie beton. Nie odwołuję tego, ale gdy zapowiada się kolejna bezśnieżna zima w okolicy, to nie pozostaje mi nic innego, jak zaopatrzenie się w grubszą piankę. Przebieranie po pływaniu w niekorzystnych warunkach atmosferycznych nadal znacznie wykracza poza granice mojej strefy komfortu, ale mam już na tyle ciepłe ponczo, że na razie daję radę.  

Pożyjemy, pomarzniemy, zobaczymy a tymczasem zapraszam do oglądania czwartego odcinka mojego mikro vloga z sesji na falach w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia.

Zamaj


Surfing na Bałtyku w Boże Narodzenie - #jestęsurferę vlog 04

SUPsurfer nad Bałtykiem


Z radością muszę przyznać, że mój sezon SUPsurfingowy w czasie pandemii okazał się być całkiem udany. Rozpocząłem go w kwietniu tuż po złagodzeniu lockdown'u i tak on sobie trwa do dziś. Wynikiem czego jest trzeci odcinek mojego nieregularnego micro vloga #jestęsurferę.


Wychodząc na deskę nie zawsze mam ochotę zabierać ze sobą kamerę. Bardzo cenię sobie zalety analizowania swoich umiejętności w ramach auto video coachingu, na jaki pozwala mi GoPro. 
Cieszy mnie też możliwość dzielenia się swoją zajawką w internecie. Niemniej jednak czasem wolę by sesja na wodzie pozostała tylko moją i nie chcę się rozpraszać obecnością obiektywu. Wbrew pozorom nawet najbardziej dyskretnie pracująca w tle kamera sportowa nie potrafi sprawić bym zupełnie o niej nie myślał. Tak jak nie przepadam za licznym towarzystwem na lineup'ie, tak też nie zawsze mam ochotę na obecność tego elektronicznego jednookiego pasażera na gapę. Z tego powodu publikuję filmiki niezbyt często a najbardziej epickie sesje nie zawsze udaje się zarejestrować. Dobra wymówka co? 😉

SUPsurfer na bałtyckiej fali

Mam jednak nową motywację. Nauczony doświadczeniem poprzedniej zimy, kiedy to doroczna przesiadka z wody na śnieg okazała się mrzonką, postanowiłem w tym roku spróbować nie przerywać pływania na czas najzimniejszej pory roku. Zobaczymy co mi z tego postanowienia wyjdzie i na ile przełoży się to na materiał do kolejnego mikro vloga 😉

Zamaj


#JESTĘSURFERĘ vlog 03 - bałtycki covidowy sezon surfingowy.


Nawet nie zauważyłem kiedy minęła wiosna a wraz z nią pierwsze post-covidowe sesje na falach. Bardzo się cieszę, że mimo pandemii mój SUPsurfingowy sezon rozpoczął się w tym roku z zaledwie niewielkim poślizgiem. Mimo, że pracuję na etacie w trybie typowo biurowym, to i tak udało mi się zaliczyć kilka całkiem satysfakcjonujących pływań.


Wprawdzie jeden lub dwa najlepsze "waruny" niestety mi umknęły z w/w powodów, ale i tak udało mi się to i owo sfilmować. Fale w kadrze może nie należą do największych, ale za to frajda z pływania po dłuższej przerwie znacznie je przerosła. Mam nadzieję, że to będzie widać w tym filmiku. Poza tym, jak się nie ma co się lubi, to się surfuje na tym co się ma, prawda? 😉🤙 

Wiele wskazuje na to, że kolejne bałtyckie rozkołysy nie będą kazały na siebie długo czekać, więc mam nadzieję, że wkrótce znowu coś nakręcę. 

Do zobaczenia na spocie i/lub w internecie!

Zamaj

#JESTĘSURFERĘ vlog 02 - wiosenne fale na Bałtyku